czwartek, 31 marca 2016

Nowinki kosmetyczne - czyli recenzja kolorówki marki LR Health & Beauty


Witajcie...

W dzisiejszym poście przychodzę do Was z testem i recenzją marki kosmetycznej LR (pełna nazwa firmy to LR Health & Beauty Systems GMBH), która jest nowością na polskim rynku. Niestety produkty tej firmy dostępne są jedynie poprzez konsultantów lub strony internetowe więc na próżno szukać ich w drogeriach.
Osobiście z marką styczność mam od niedawna choć już wcześniej czytałam na jej temat w internecie ale biorąc pod uwagę ich dostępność nie zawracałam sobie nimi zbytnio głowy... aż do chwili kiedy otrzymałam kilka produktów kolorowych do testów i jeden w prezencie :)
Jeżeli choć trochę Was zainteresowałam to zapraszam to lektury..


Trochę o firmie..
LR powstało w 1985 r. w Ahlen (Westfalia/Niemcy). Wchodząc sześć lat później na rynki Austrii i Holandii, ówczesne kierownictwo LR postawiło na sukces międzynarodowy. Od tej pory LR systematycznie podejmuje swoją działalność w kolejnych krajach. Hmm.. ale to niewiele nam mówi..

Co marka LR proponuje?
·         zapachy;
·         suplementy diety;
·         kosmetyki kolorowe (dwie serie - LR Colours & LR Deluxe)
·         kosmetyki pielęgnacyjne;
·         akcesoria kosmetyczne m.in. pędzle do makijażu.


Kosmetyki, które dziś Wam zaprezentuję to kosmetyki kolorowe - dwa cienie do powiek oraz tusz do rzęs i eyeliner.

1.                  Cienie nie powiek LR Colours Duo Eyeshadow

Czym zachęca producent?

Podwójna moc kolorów dla perfekcyjnego makijażu oczu
·         Połyskujące, intensywne kolory
·         Delikatna, pudrowa konsystencja z drobinkami odbijającymi światło
·         Z czystymi minerałami i Phycocorail®
·         Bez talku

A co w środku?
Cienie mieszczą się w plastikowych ale bardzo porządnie wykonanych opakowaniach na zawias zamykanych na 'klik'. Na wieczku umieszczone jest logo filmy i nazwa serii 'colours eyeshadow'. Pod opakowaniem znajduje się informacja o firmie i waga cieni – w każdym po 2x1,25g.

Cienie, które posiadam są w wersji dwukolorowej:
·         Violett n’Greenish – seria limitowana z tłoczonymi gwiazdkami. Jest to połyskujący szaro-srebrny odcień oraz dość ciemny zgaszony fiolet, który w opakowaniu lekko połyskuje lecz po nałożeniu jest on matowo-satynowy /tonacje chłodne/;
·         Cashmere ’n’ Copper – dość ciemny, miedziany brąz oraz jasny złocisty beż. Cienie delikatnie połyskujące, satynowe, bez drobinek /tonacje ciepłe/;

Moja opinia:
Obie 'paletki' cieni są bardzo dobrze napigmentowane i niczym nie odbiegają od jakości cieni z wyższych półek. Utrzymują się na powiece przez cały dzień.. a nawet noc ;) Fiolet z szarością jest idealny do makijażu wieczorowego smokey i do tego właśnie mi służy, na dzień raczej używam brązów.
Cienie są bardzo przyjazne dla oka i co ważne – nie uczulają. Nie zawierają w składzie syntetycznych olei, silikonów i środków zapachowych oraz talku a w zamian dostajemy czyste minerały i jak już wspomniałam mocną pigmentację i trwałość. W składzie również znajduje się składnik o nazwie Phycocorail, który jest minerałem chroniącym w naturalny sposób przed promieniowaniem UVA/UVB i sądzę że właśnie ten składnik jest odpowiedzialny za ich wysoką jakość.
Przy nakładaniu cienie nie osypują się, dobrze wyglądają na powiece z bazą jak i bez niej. Nie ważą się na powiece, dobrze się rozprowadzają i mieszają z innymi cieniami. Bezpiecznie można nimi budować kolor w zależności od tego jaki efekt chcemy uzyskać.
Osobiście jestem zachwycona tymi cieniami.

Cena: ok. 40zł.

2.                  Eyeliner - Deluxe Full Colour Superliner /Flamaster do stylizacji kresek/



Czym zachęca producent?
·         płynny, łatwy w użyciu eyeliner dla wyrazistego makijażu oka;
·         intensywny efekt i długotrwały efekt aż do 12 godzin;
·         filcowa końcówka umożliwia wykonanie precyzyjnej, eleganckiej kreski za jednym pociągnięciem;
·         nakładać na czystą skórę.

A co w środku?
Produkt zapakowany jest w plastikowym penie o zawartości 1,1ml. Opakowanie jest plastikowe w kolorze szarym ale nie zalatuje ono tandetą, tak jak w przypadku cieni sygnowane jest nazwą marki i serią. Aplikator eyelinera jest w kolorze czarnym.

Moja opinia:
Testowałam ten produkt w dwojaki sposób – na cienie i na 'nagą' powiekę, gdyż zaciekawił mnie opis producensta "nakładać na czystą skórę" ale o tym za chwilę..
Precezyjna szpiczasta końcówka nie jest ani sztywna ani miękka, można nią wykonać naprawdę cieniutką prawie niewidoczną kreseczkę i rzeczywiście wg. wskazań producenta lepiej jest ten produkt stosować na czystą skórę, ponieważ daje ona efekt makijażu permanentnego.
Ja raczej preferuję kreskę na bazie z cieni lub przypudrowanej powiece niestety ten produkt w tej wersji słabiej się sprawdza – trzeba się bardziej napracować przy tworzeniu kreski.
Uważam że dla osób, które preferują  bardziej naturalny i trwały makijaż to ten pisaczek będzie dla nich idealny.
Eyeliner utrzymuje się niezmiennie przez dały dzień, jest trwała ale łatwo usuwa się przy demakijażu.

Cena: ok. 57zł.

3.                  Tusz do rzęs – Deluxe Fantastic Mascara


Czym zachęca producent?
·         jeszcze grubsze, dłuższe i bardziej wyraziste, genialne ultra czarne rzęsy z efektem 3D;
·      inteligentna potrójna konsystencja: z każdym nałożeniem więcej koloru, więcej objętości, większa wyrazistość;
·         niezwykła struktura szczoteczki: faliste włókna gwarancją efektywnego efektu;
·         niesamowity efekt 'sztucznych rzęs'.


Moja opinia:
Tusz opakowany jest w standardowy plastik jak w przypadku tuszy innych marek. Wygląda dość klasycznie i elegancko. Opakowanie jest w kolorze srebrnym z czarnym logo i serią marki.
Po otwarciu prezentuje nam się wyprofilowana szczoteczka z klasycznym ale gęstym włosiem /nie jest silikonowa/, dosyć długa ale bardzo precyzyjna – dobrze się nią aplikuje produkt, dociera nawet do krótkich włosków bez większego wysiłku.
Konsystencja samej maskary wydaje się być interesująca – nie za sucha ale tez nie mokra. Przy nakładaniu ładnie rozczesuje rzęsy, nie pozostawia grudek. Zaraz po nałożeniu tusz jakby zasycha, co miło mnie zaskoczyło. Efekt ten daje odczucie aksamitu na rzęsach, eliminuje ryzyko odbijania się tuszu na górnej bądź dolnej powiece i co ważne nie rozmazuje i nie kruszy się w ciągu dnia. Dobrze się zmywa podczas demakijażu. Niestety nie zauważyłam efektu ‚sztucznych rzęs‘ ale uzyskałam ładnie pomalowane rzęsy. Pojemność też jest impomująca – to aż 10ml.

Cena: ok. 80zł.

Dostępność produktów jest poprzez konsultantów, którzy w Polsce działają w wielu miastach oferując swoje produkty. Osobiście uważam, że warto je wypróbować chociażby ze względu na szeroki asortyment i co najważniejsze – składniki naturalne.
Mam nadzieję że informacje, które przedstawiłam przybliżyły choć trochę do jakości tych produktów i zachęci niektórych również do testowania :)


niedziela, 20 marca 2016

Recenzja palety cieni COLLECTION Eyes Uncovered NUDE ROSE & swatch

Witajcie...

Dzisiejszy dzień jest dosyć wyjątkowym dniem, ponieważ to właśnie dziś przypada kalendarzowy dzień wiosny i o dziwo zza okna uśmiecha się do mnie słońce :) Szczególnie jest to wyjątkowe zjawisko o tej porze roku przebywając w Wielkiej Brytanii..

Ale dziś nie tylko tym chciałam się z Wami podzielić.. ale również nowym nabytkiem jakim jest paletka cieni COLLECTION Eyes Uncovered w wersji NUDE ROSE.

Marka COLLECTION jest marką brytyjską a jej produkty głównie można znaleźć w szafach ulokowanych w drogeriach Boots oraz Superdrug oraz w wielu sklepach online.

Paleta Collection Eyes Uncovered dostępna jest w sześciu wersjach kolorystycznych:
  1. Nude
  2. Nude Bronze
  3. Nude Grey
  4. Nude Rose
  5. Smokey Purple
  6. Smokey Grey

Opakowanie jest wykonane ze sztywnego i dosyć grubego czarnego kartonu z plastikowym okienkiem a całość zamykana jest na magnes. Wieko paletki sygnowane jest nazwą marki i odpowiednio do wersji kolorem napisów – w przypadku NUDE ROSE – kolorem różowego złota.
W zestawie znajduje się mała dwustronna pacynka.

Każda z palet posiada po 6 odcieni i w zależności od wersji znajdują się w nich maty, satyny jak i cienie z błyszczącymi drobinkami.

NUDE ROSE jak sama nazwa mówi jest w tonacjach różu – każdy z cieni jest opalizujący na złoto. Poniżej charakterystyka kolorów patrząc od lewej:

  1. Jasny opalizujący ciepły beż – idealny do wewnętrznego kącika, może posłużyć również jako rozświetlacz;
  2. Jasny opalizujący brzoskwiniowo – różowy z drobinkami złota;
  3. Chłodny opalizujący róż;
  4. Różowe opalizujące złoto;
  5. Chłodny opalizujący róż wpadający w delikatny fiolet;
  6. Ciemna śliwka z drobinkami złota (drobinki widoczne w produkcie, jednak trudne do uchwycenia).

    Poniżej swatche - ujęcie kolorów na skórze oraz na białej kartce:
Cienie są dobrze napigmentowane ale ciężko nimi zrobić sobie krzywdę. Sprawdzą się przy dziennych makijażach. Przy nakładaniu na pędzel odrobinę się pylą, jednak podczas nakładania już na samą powiekę (z bazą) nie osypują się co przy pierwszym użyciu było dla mnie miłym zaskoczeniem. Kolory dobrze się ze sobą blendują i utrzymują się przez cały dzień, nie rolując się w załamaniach.
Tak jak producent obiecuje – cienie dają efekt różowego makijażu nude. Pomimo iż są dosyć mocno opalizujące to drobinki złota nie są na powiece bardzo widoczne.

Uważam, że jak na cenę 3,99f (ok. 20zł) są to cienie godne uwagi. Mnie do zakupu nie zachęciła cena a kolorystyka, ponieważ byłam bardzo ciekawa makijażu w wersji różowej. Podczas zakupu wahałam się pomiędzy tą paletką a paletą MUR Iconic3 praktycznie tej samej jakości i w tej samej cenie. Jednak nie żałuję decyzji, gdyż 6 sztuk cieni Collection w odcieniach różu w zupełności mi wystarczą aby wykonać ciekawy makijaż.

Osobiście polecam :)